Szczypty refleksji

Refleksje

Kochani, tutaj będę wrzucać moje spostrzeżenia, myśli, uwagi, refleksje, a czasem nawet jakiś przepis.

Parę słów o naszym zdrowiu

Zawsze nur­to­wały mnie przy­czyny naszych nie­do­ma­gań: ane­mia, aler­gia, pro­blemy z tra­wie­niem, zapar­cia, chro­niczne katary. Wiedziałam, że PP-owe jedze­nie porząd­kuje nasze zdro­wie sku­tecz­nie i nie­za­wod­nie. Ale nie­zbędna była do tego dyscyplina.

W “Filozofii Zdrowia” pisa­łam, że nie pole­cam wita­min (suple­men­tów). “Przypadek” jed­nak spra­wił, że w rodzi­nie mam suple­men­to­wego fachowca Rozmowy z nim spo­wo­do­wały, że zaczę­łam drą­żyć temat poja­wia­ją­cych się na rynku pre­pa­ra­tów. Od dłuż­szego czasu docie­kam, spraw­dzam, upew­niam się czy któ­reś z nich mogłyby nam słu­żyć. Wiecie dobrze, że nie polecę Wam niczego czego nie jestem pewna.

Na przy­kład wita­mina B-12, trudno przy­swa­jalna przez orga­nizm, a nie­zbędna w pro­ce­sie krwio­twór­czym, poja­wiła się pod posta­cią metyl­ko­ba­la­miny, która jest bar­dzo dobrze przy­swa­jana przez orga­nizm. Podobnie sprawa ma się z magne­zem, który na rynku wystę­puje jako skład­nik róż­nych związ­ków che­micz­nych, ale tylko nie­które są dobrze wchłaniane.

Pamiętajcie jed­nak, że żaden suple­ment diety nie może być sto­so­wany jako sub­sty­tut zróż­ni­co­wa­nej diety. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że pod­stawą naszego zdro­wia jest odpo­wiedni spo­sób odży­wia­nia i dys­cy­plina. Suplementy sto­su­jemy w sytu­acjach szcze­gól­nych, takich jak cho­roba, rekon­wa­le­scen­cja lub wcze­śniej­sze poważne błędy żywie­niowe, które dopro­wa­dziły orga­nizm do ruiny.

Nie wpro­wa­dzaj­cie żad­nych suple­men­tów w ciemno, kon­tro­luj­cie regu­lar­nie Wasze ewen­tu­alne nie­do­bory i spraw­dzaj­cie, czy na naszej PP-owej kuchni, orga­nizm nadal potrze­buje wspar­cia w postaci wita­min czy innych pre­pa­ra­tów. Pamiętajcie, że rege­ne­ra­cja orga­ni­zmu nawet na kuchni PP trwa i musimy to zaak­cep­to­wać. Suplementy nie są przy­spie­sza­czami zdro­wie­nia, jed­nak w nie­któ­rych wypad­kach mogą być nie­zbędne. I nie zapo­mi­naj­cie, że wpro­wa­dza­jąc suple­menty i tak musi­cie bar­dzo dbać o to, co zja­da­cie na co dzień.

Jeśli zde­cy­du­je­cie się na jakiś suple­ment, zer­k­nij­cie do naszego skle­piku. Postaraliśmy się o pre­pa­raty naj­lep­szej jako­ści i sku­tecz­nym działaniu.

Pamiętajcie Kochani, że nie­za­prze­czalną pod­stawą naszego zdro­wia jest dys­cy­plina! Hej!

Świąteczne życzenia

Mamy czas pod­nio­sły, ważny, szcze­gólny. Czas zadumy, reflek­sji — Święta Wielkanocne. Ale jest to jed­no­cze­śnie czas odnowy, nadziei, radości.

Spędźcie ten czas Kochani — abso­lut­nie bez pre­sji — naj­po­god­niej, naj­we­se­lej, naj­ra­do­śniej jak tylko potra­fi­cie! Zostawcie tro­ski, cier­pie­nie, zmar­twie­nia, obawy, na parę godzin wkładając/upychając do worka i zawią­zu­jąc szczel­nie. Bądźcie dla sie­bie mili, szar­manccy, usłużni, tole­ran­cyjni. Niczego nie wyma­gaj­cie, nie naka­zuj­cie. Dajcie sobie pożyć, po pro­stu :)) Przecież nic nie musi­cie! Hej!!!

Ta Wasza Wewnętrzna Dyscyplina — mimo, że chwi­lowa, ale za to z piękną inten­cją — dla rado­ści i bło­go­ści ogółu/innych, zapewni Wam dobre rela­cje z Szefostwem/Niebem — no, jeżeli będzie­cie się sta­rać i na jed­nym razie nie zakoń­czy­cie swej edu­ka­cji w powścią­ga­niu się.

Przyznam, że ta zabawa w poprawianie/ulepszanie sie­bie, daje wiele rado­ści nam samym, buduje naszą moc i siłę dawa­nia. Tworzymy prze­cież punkty, miej­sca rado­ści, które możemy zawsze udo­sko­na­lać i powiększać.

refleksja na zakręcie

Bo ja jestem pro­szę pana na zakrę­cie — koła­czą mi się w gło­wie słowa Agnieszki Osieckiej, wyśpie­wane wybor­nie przez Krystynę Jandę. Oj tak!

Ale czym jest ten zakręt? Utratą rów­no­wagi, sta­bil­no­ści. Gdzieś Cię ściąga, poja­wiają się stra­chy, żal. Nie wie­rzę, że ktoś jest już tak mocno w nie­bie, że nie boi się zakrę­tów, że nie prze­żywa stra­chu, prze­cho­dzi przez etapy życiowe bez wzru­szeń, bez cier­pie­nia, bez żalu. Można się dystan­so­wać, oczy­wi­ście, że można, ale nie jeste­śmy w sta­nie tak stward­nieć, żeby nie bolało. Ale to nie zna­czy, że mamy pod­dać się. Trzeba zacho­wać klasę, trzeba się dys­cy­pli­no­wać. Z pew­no­ścią ogromną rolę odgry­wają bli­scy, z jed­nej strony nad­mierne współ­czu­cie będzie roz­wa­lało, z dru­giej strony nie­zau­wa­ża­nie pro­blemu pro­wa­dzić może rów­nież do fru­stra­cji. Obojętnie jak na to patrzeć, wszystko jed­nak zależy od nas samych, od wypra­co­wa­nej przez nas tak­tyki na prze­trwa­nie, zmi­ni­ma­li­zo­wa­nie strat, a w końcu wyj­ście z tej sytuacji.

Pojawiają się co jakiś czas w naszym życiu punkty zwrotne — coś się koń­czy, coś zaczyna, są one powią­zane z bole­snymi, trud­nymi dozna­niami emo­cjo­nal­nymi, a nawet fizycz­nymi. Boli nas ciało, boli dusza, żal ści­ska serce.

Albo się pod­da­jemy, albo idziemy. Chyba naj­trud­niej­sze jest to, czego musimy się nauczyć naj­pil­niej — nie­przy­wią­zy­wa­nie się do rze­czy, sytu­acji, osób. Tę umie­jęt­ność musimy posiąść naj­szyb­ciej. O tym już dawno mówi­łam na kur­sach: uczmy się, dziew­czyny, samot­no­ści. W momen­cie, gdy coś lub kogoś tra­cimy, ta umie­jęt­ność bar­dzo się przy­daje. Z dru­giej strony wiem dosko­nale, że kiedy pozwo­limy sobie na płacz “do końca” oczysz­czamy się, prze­ży­wamy, nie kumu­lu­jemy żalu ani nie­do­sytu. Płacz jest uwol­nie­niem. Jednak i tutaj trzeba mieć rękę na pul­sie, ponie­waż fol­go­wa­nie sobie w pła­czu jest wej­ściem w prze­strzeń depre­syj­nej nie­woli, a tam nas nie potrzeba. Wtedy włą­czamy sobie uskrzy­dla­jącą muzykę i wyła­zimy stamtąd.

Od początku do końca, w każ­dym momen­cie akcji pt. zakręt, mamy w sobie abso­lutną pew­ność, że to jest nasze doświad­cze­nie — jakby nie było bole­sne — bar­dzo potrzebne. Przemijające. Zakręt nie ma nas znisz­czyć, ma wzmoc­nić. Ufność daje głę­boki oddech i dystans.

Nie traćmy wiary! W żad­nym momen­cie tego jed­nego nie wolno — stra­cić wiary.

Moje pokursowe refleksje

Mamy za sobą kolejny kurs PP Ciesielskiej. Myślę, że potrzebne jest to
pod­kre­śle­nie — Kuchnia PP Anny Ciesielskiej. Jest wiele szkół pię­ciu prze­mian czy feng shui, mimo że bazą są nie­zmienne prawa regu­lu­jące życie na Ziemi i we Wszechświecie. Wszystko  bowiem zależy od świa­do­mo­ści (i inten­cji?…)  osoby chcą­cej prze­ka­zać innym — w spo­sób pro­sty i zro­zu­miały–  swoje widze­nie tematu.

PP Ciesielskiej to Porządek (zasady reguły i prawa), który pozwala nam
żyć god­nie i z sza­cun­kiem dla sie­bie i dla całego Boskiego Stworzenia.
Wszystkie dzie­dziny naszego życia są regu­lo­wane przez Porządek. Nasze
emo­cje stają się dla nas bar­dziej zro­zu­miałe, kiedy zacznie zmie­niać się nasza świadomość

Dlaczego o tym piszę?  Bo widzę, że Natura sama wymu­siła porzą­dek
rze­czy na naszych kur­sach (pro­gram). Psyche i Soma to jed­ność, my zaś
wcho­dząc w Sztukę Żywie­nia z zamia­rem pozy­ska­nia kom­fortu życia czy też
kom­fortu w jego odbio­rze, sami zauwa­żamy, że nasze dobre samo­po­czu­cie to
i ciało zado­wo­lone i emo­cje cichutko mru­czące jak kot na przy­piecku
(albo na kalo­ry­fe­rze). Na każ­dym więc kur­sie te dwie sfery prze­pla­tają się ze sobą,
poka­zu­jąc dobit­nie, że to wszystko jest jed­nym. Program na kursy pisze Wasze życie Kochani  :))
Za każ­dym razem wygląda to tro­chę ina­czej, bo każdy przy­jeż­dża ze swoim baga­żem,
czę­sto trud­nym do zro­zu­mie­nia i roz­wią­za­nia problemem.

Dziewczyny (panów jest naprawdę nie­wielu) przy­jeż­dżają po wie­lo­kroć.
Przywożą w gar­ści swoje węzełki lub przy­jeż­dżają tylko poga­dać.
Wyjeżdżają roz­pro­mie­nione, zadzi­wione,  szczę­śliwe. Wiedzą, że zmiany
które się dokonują/dokonały w ich gło­wach, są  bez­cenne. Problemy, z któ­rymi przy­je­chały,
zni­kają, bo to, co się dzieje na kur­sach, to przede wszyst­kim zmiana per­spek­tywy, hory­zon­tów myślo­wych
a to ozna­cza zmianę świadomości.

I to by było na tyle…

Jesienne ucztowanie?

 

Co jemy latem i jesie­nią? Przypomnę ciii­chutko, NIC KWAŚNEGO,  SUROWEGOZIMNEGO!!!!! Nie wie­rzy­cie? No dobra, pró­buj­cie :) Trochę jed­nak pomarudzę.

Jesienią zbie­ramy plony, nie tylko w ogro­dzie czy na działce. Rozliczamy się rów­nież z tego, jak trak­to­wa­li­śmy nasze ciało latem. Robimy bilans strat i zysków.  Gdy mamy na sumie­niu nie­złą, let­nią swa­wolę, radzę zawczasu wziąć się w garść i dopro­wa­dzić do dobrej kon­dy­cji. Będzie jak zna­lazł na jesienne słoty, zimowe chłody i kar­na­wa­łowe rozpasanie.

Czym się ratu­jemy, gdy się poja­wią i będą nasi­lać objawy nie­do­grza­nia, wychło­dze­nia jelit, żołądka, śle­dziony, zaślu­zo­wa­nia płuc, oraz wiele nie­dy­spo­zy­cji zwią­za­nych z nie­spraw­no­ścią wątroby i nie­do­czyn­no­ścią funk­cji nale­żą­cych do ele­mentu  ognia!!! (potrójny ogrze­wacz i osier­dzie) jak i narzą­dów tego ele­mentu serce i  jelito cien­kie, zwane naszym dru­gim mózgiem?

Mogą poja­wić się typowe gry­powe nie­do­ma­ga­nia, takie jak katar, kaszel, tem­pe­ra­tura, bie­gunka, zapar­cia, nie­straw­ność, ale też dłu­żej trwa­jące osła­bie­nie, bóle sta­wowe, mię­śniowe, bóle rąk, ramion, karku, stóp. Gdy po takiej dłuż­szej nie­dy­spo­zy­cji, poja­wią się pro­blemy z krwią, ozna­cza to, że zimno i nie­do­czyn­ność dotknęła rów­nież nerek! A to już nie przelewki.

Trzeba się naprawdę sta­rać, aby wie­dząc czym jest dla nas let­nie (od maja do sierp­nia) łado­wa­nie aku­mu­la­to­rów ener­gią słońca, a wnę­trza ener­gią ognia naszych potraw, aby mając w nosie uważ­ność, powścią­gli­wość i dys­cy­plinę, dopro­wa­dzić sie­bie  do ruiny.

Kochani, nasze życie na Ziemi, to cią­głe wybory, cią­gła uważ­ność, powścią­gli­wość i dys­cy­plina. Olewanie tego, to też prze­cież wybór. Trzeba jed­nak patrzeć na sku­tek naszego wyboru, uczyć się prze­wi­dy­wa­nia i odpo­wie­dzial­no­ści. Szukać i roz­po­zna­wać przy­czyny pro­ble­mów. Gdy tego nie zro­bimy, pro­blemy się pogłębią.

A ratu­jemy się wła­śnie powścią­gli­wo­ścią, dys­cy­pliną i jesz­cze raz dys­cy­pliną! To wła­śnie dzięki niej, usu­wamy przy­czyny złego samo­po­czu­cia, czy scho­rze­nia, a lecze­nie, to już sama przy­jem­ność :)

Bo leczymy się i dowar­to­ściu­jemy zawsze goto­wa­nym, cie­płym i pysz­nym jedzon­kiem. Będzie to; rosół, rosół z kaszą, z ziem­nia­kami, z ryżem, mik­so­wanki jarzy­nowe na rosole, zimówki kochane, dusze­niny mięsno/warzywne. Nie zapo­mi­namy oczy­wi­ście o naszej her­ba­cie TLA CI, o naszej kawie z przy­pra­wami i mio­dem, o mio­dzie, imbi­rówce, kilerce, czosnku, jajecz­nicy na cebuli. Zapominamy zaś o sło­dy­czach, owo­cach, surów­kach, sokach, wodzie! lodach, itd, itd…

A co jadły­śmy na kur­sie, tym i tam­tym? Widzę, że dziew­czyny naro­biły Wam smaku :) W sumie nic spe­cjal­nego. Podzielę się jed­nak cie­ka­wym odkry­ciem. Zrobiłam zupę cebu­lową na rosole. Mimo, że cebulę mia­łam wybraną i długo goto­waną — po sta­ran­nym zmik­so­wa­niu jej — pły­wały w zupie i zosta­wały na języku małe cebu­lowe piórka. Bardzo tego nie lubi mąż. Więc zupę prze­la­łam przez sitko a pozo­sta­łość piór­kową z sitka w małym naczy­niu, ponow­nie zmik­so­wa­łam. Zrobiła się z tego gęsta aksa­mitna papka którą dola­łam do zupy. Zupa zyskała na smaku, miała kon­sy­sten­cję kremu.

No i ta woło­wina, niebo w gębie. Odpowiedni kawał mięsa (doj­rzały antry­kot), odpo­wied­nio zapra­wiony, odpo­wied­nią ilość godzin trzymany/duszony w niskiej tem­pe­ra­tu­rze, jest tak sma­ko­wity, deli­katny i kru­chy, że nabiera się łyżką lub szar­pie pal­cami a mięso roz­pływa się w ustach. Do niej jakieś tam jarzynki, nic spe­cjal­nego. Podałam sałatkę z buracz­ków i połówki pie­cza­rek, sma­żone na maśle z czosn­kiem niedź­wie­dzim i do tego pyrki z wody. Kompotu nie podano :)

Po za tym, dziew­czyny były zain­te­re­so­wane moim przy­rzą­dza­niem maka­ronu do gula­szów. Oczywiście, uży­wam wyłącz­nie maka­ronu Czanieckiego. Ma naj­lep­szy smak i struk­turę po ugo­to­wa­niu. Jest miękki a jed­no­cze­śnie kru­chy, daje dużą przy­jem­ność w gry­zie­niu, no i się nie roz­kleja. Ponieważ czę­sto gotuję wstążki, ale nigdy al dente — gdyż zależy mi na tym, aby moim łakom­czu­chom i mnie, jed­nak glu­ten nie zale­gał zbyt długo — a do mięk­ko­ści, więc chcąc podać maka­ron przy­zwo­icie wyglą­da­jący i pysz­niutki, czy­nię co nastę­puje; 50dag maka­ronu wstążki gotuję z dodat­kiem ćwierć łyżeczki kur­kumy, łyżki oleju, łyżeczki imbiru i łyżki soli, po ugo­to­wa­niu har­tuję zimną wodą, odce­dzam i prze­kła­dam, jesz­cze gorący ponow­nie do garnka, dodaję łyżkę masła, posy­puję bia­łym pie­przem lub czar­nym lub cay­enne i ewen­tu­al­nie solą lub warzyw­kiem, mie­szam kilka razy kopy­ścią a gdy już gorąc pozwoli, wkła­dam czy­ściutką swą dłoń i mie­szam deli­kat­nie, roz­pro­sto­wu­jąc wstążki i maśląc je z lubo­ścią. Przyznam, że jest to fajne zaję­cie :)  Makaron tak dowartościowany/domaślony można jeść gar­ściami, my się jed­nak (z tru­dem)  powścią­gamy. Spróbujcie tak sobie poma­ślić i napisz­cie kiedy włą­czyło się czer­wone świa­tełko :)

To na razie tyle, idę spać, paaaaaaa!

 

jak już nic, to chociaż Coś…

biedra

 

Muzo, pro­szę Cię

o jeden mały wierszyk

może być o biedronce

jak u księ­dza Jana

albo o cebuli czy chmurach

jak u Wisławy

może być o spotkaniu

raczej nie rozstaniu

nie musi być mądry

byle nie był głupi

a może jakaś oda

na przy­kład do?

nie, oda zbyt pate­tyczna z reguły

coś lżej­szego, ale co?

lime­ryk, gdy­ba­łek, cobybyłek?

ero­tyk

o nie, nie w tym wieku!

Muzo, napisz co chcesz

a ja kar­to­flankę ugotuję

taką jak Ty lubisz

Anna Fornal, Prośba z tomiku tu i tam :)

Zbiegi okoliczności

W domu więk­szy spo­kój, więc pla­no­wa­łam, że coś napi­szę, może reflek­sję o Zjeździe? Jednak rze­czy dzieją się same… Zadzwoniła pani Fornal, roz­ma­wia­ły­śmy długo. Między innymi o przy­jem­no­ści roz­ma­wia­nia z osobą, która rozu­mie co się mówi i myśli. Przypomniała mi rów­nież wiersz z Jej zbiorku “tu i tam”- Chowam się

Chowam się
w deli­kat­no­ści mgły
w uko­je­niu błę­kitu
w zadu­ma­niu zmierz­chu
w zamy­śle­niu wrzosu
w łagod­no­ści frazy
w dosto­jeń­stwie akordu
w mądro­ści piękna
w dosko­na­ło­ści dobra
cho­wam się
przed spo­wsze­dnie­niem
bez­wstydu i nadużycia.

Odnosząc chęć napi­sa­nia reflek­sji o Zjeździe do mojej roz­mowy z panią Anną, zauwa­ży­łam dużą zbież­ność — świa­do­mego spoj­rze­nia na sprawy, doce­nie­nie kom­fortu i przy­jem­no­ści poro­zu­mie­wa­nia się i rozu­mie­nia, potrzeby zacho­wa­nia klasy we wza­jem­nych sto­sun­kach, potrzeby ładu i piękna. I to wszystko działo się na naszym PPowym Zjeździe. A dziew­czyny na Forum przed­sta­wiły Wydarzenie w cudow­nych zapi­sach! Więc cóż ja? Ja dołą­czę zdję­cia Ani i Janmorki, oglądajcie!

Zdjęcia Ani

Zdjęcia Janmorki

Było cud­nie!

Słowa

12509145_1109935872383824_8242929876389558015_n

 

Słowa pół­noc­no­ame­ry­kań­skich Indian są dla mnie resume i potwier­dze­niem, ale i zro­zu­mie­niem moich wybo­rów w rela­cjach part­ner­skich, szcze­gól­nie ostat­nich paru lat. Turbulencje były i pew­nie jesz­cze będą. Jednak mam abso­lutną pew­ność, że miłość nie znosi pół­środ­ków, że miłość to nasze dłu­gie, cier­pliwe życie, to dawa­nie sie­bie, z zacho­wa­niem swej toż­sa­mo­ści. Jestem spo­kojna. Jestem szczęśliwa.

 

Alicja…

  JAKIE JEST PANI HOBBY?
 
To życie .
ŻYCIE
jest
moim hobby.
To smak
rado­ści.
Ciężar
nie­przy­chyl­no­ści.
Siła
czer­pana
ze sta­wia­nia czoła.
Poszukiwanie spo­so­bów.
Nasłuchiwanie sygna­łów.
Odkrywanie moż­li­wo­ści .
Odkrywanie wraż­li­wo­ści.
Odkrywanie mocy
co
pozwala
usły­szeć duszę
wej­rzeć w duszę
roz­po­znać
jej
naj­szla­chet­niej­szy
zew.
 Zew
brat­niej duszy.
 Pieśń ist­nie­nia.
                     Pieśń życia.                AS.

 


Odezwała się nie­spo­dzie­wa­nie, nie roz­ma­wia­ły­śmy kupę czasu. Stara, dobra zna­joma, była kur­santka. Zorganizowała  kursy w Skowronkach na Helu i zimą w Wiśle, w 1999 roku. W roz­mo­wie zapro­siła nas na wer­ni­saż malar­stwa Jej męża Staszka, zaś Ona będzie czy­tała swoje wier­sze. No i przy­słała mi całą garść sma­ko­wi­tych łakoci — wier­szy cudow­nych, cie­płych, pogod­nych — two­rzo­nych z wielką lek­ko­ścią, przez kobietę, któ­rej pasją jest Życie, a nie­zgłę­bioną tajem­nicą Porządek. Sama przy­jem­ność, uczta dla ciała i ducha :) Gorąco pole­cam! Wybrałam dwa…
I n t y m n o ś ć
 
 Przez łuskę
zie­lo­nego
kar­da­monu
wle­wam
poranny
napój
do
cien­kiej
por­ce­lany
W jed­nej
chwili
rze­czy­wi­stość
prze­mie­nia się
pię­cio­krot­nie
Wyspane słońce
leni­wie
wynu­rza się
z zie­leni
wio­sen­nej, pach­ną­cej , cynamonowej
Jesteśmy
sam na sam
z wła­sną duszą
wła­sną świadomością
wła­snym

                        p r z e b u d z e n i e m .               
AS.
                                     
 
   

                                     



Forumowa dyskusja

 

Kochani, odniosę się do ostat­niej dys­ku­sji. Wolność, tak! Pomyśl jed­nak, czy nie szko­dzisz drugiemu!

Porządek, na któ­rym opiera się kuch­nia PP i jej zasady, można porów­nać do zasad ruchu dro­go­wego. Możesz iść środ­kiem ruchli­wej drogi, bo taki masz kaprys. Wiesz, że możesz zgi­nąć, ale masz to w nosie, jesteś prze­cież wolny! Zapomniałeś jed­nak, że masz rodzi­ców, żonę, dzieci, że może przez cie­bie zgi­nąć wiele ludzi. Właśnie dla ochrony i bez­pie­czeń­stwa ludzi stwo­rzono Kodeks Drogowy. Jednakże i tak znaj­dują się wariaci, któ­rzy go nie prze­strze­gają, a jakie są tego kon­se­kwen­cje, wiemy wszyscy.

Podobnie jest w życiu z naszym odży­wia­niem.. Możemy jeść to, na co mamy ochotę. Nie ważne co, kiedy, ile -  jeste­śmy wolni! Takie zacho­wa­nie stwa­rza zagro­że­nie dla naszej kon­dy­cji i zdro­wia. Nie żyjemy na wyspie bez­lud­nej, więc i nasza nie­dy­spo­zy­cja odnie­sie się do naszego oto­cze­nia, śro­do­wi­ska, rodziny (rela­cje emo­cjo­nalne, opieka, ocze­ki­wa­nia i żądania).

Możemy też być roz­sądni zacho­wu­jąc umiar i budząc w sobie chęć pozna­nia i zro­zu­mie­nia naj­waż­niej­szej dla czło­wieka dzie­dziny nauki, którą jest żywienie.

Dla osób gło­szą­cych hasła — nie dajmy się zwa­rio­wać pepo­wej dys­cy­pli­nie, jestem wolna — radzę, aby prze­pro­wa­dziły ankietę wśród matek cho­rych dzieci z pyta­niem, co jadły przed ciążą, w trak­cie ciąży i po uro­dze­niu, gdy kar­miły dziecko pier­sią. Otrzymają bar­dzo jasny obraz przy­czyn nasi­la­ją­cych się cho­rób u dzieci. Podobnie będzie, gdy pyta­nie to zadamy cho­rym w szpi­talu czy przychodni.

A więc Wolność i cho­roby spa­da­jące z nieba, cią­głe zagro­że­nie i nie­pew­ność, i cier­pie­nie? Czy może roz­są­dek, reflek­sja, świa­do­mość i mądre kie­ro­wa­nie swymi wybo­rami dla ochrony tegoż zdro­wia, naszego spo­koju, łago­dze­nia oby­cza­jów i Wolność będąca tego konsekwencją?

Proszę, decy­dujmy, jeste­śmy prze­cież wolni :)